Przejdź do treści
Karate Klub Wejherowo

Etykieta dojo. Co znaczą ukłony i dlaczego ćwiczy się boso

Rodzic, który pierwszy raz siada z boku sali, widzi rzeczy niezrozumiałe: ukłon przy wejściu, ustawienie w rzędach według stopni, chwilę ciszy w klęku, kolejny ukłon przed każdym ćwiczeniem…

Rodzic, który pierwszy raz siada z boku sali, widzi rzeczy niezrozumiałe: ukłon przy wejściu, ustawienie w rzędach według stopni, chwilę ciszy w klęku, kolejny ukłon przed każdym ćwiczeniem w parze. Bez wyjaśnienia wygląda to na rytuał przeniesiony z innej kultury i część osób ma z tym problem.

Wyjaśnienie jest prostsze, niż się wydaje, i w większości praktyczne.

Ukłon nie jest podporządkowaniem

Ukłon w karate jest sygnałem gotowości i szacunku dla partnera, z którym za chwilę wykonuje się techniki wymagające zaufania. Kłaniają się obie strony, także mistrz wobec początkującego.

Ukłon otwiera i zamyka — zajęcia, ćwiczenie w parze, wejście na salę. To granica: od tego momentu obowiązują zasady sali i pełna uwaga. Dla dziecka jest to bardzo konkretny sygnał, czytelniejszy niż polecenie „skup się".

Dlaczego boso

Trzy powody, wszystkie praktyczne.

Chwyt podłoża. Praca stóp jest w karate podstawą wszystkiego. Bosa stopa czuje matę i pozwala pracować palcami, czego but uniemożliwia.

Bezpieczeństwo partnera. Kopnięcie bosą stopą jest mniej groźne niż butem, także przypadkowe.

Czystość maty. Na macie się siada, klęka i pada. Obuwie z ulicy wykluczałoby to natychmiast.

Stąd też zwyczaj klapek: chodzi się w nich do granicy maty i zostawia przy niej. To nie jest ceremonia, tylko sposób, żeby stopy nie zbierały brudu w drodze z szatni.

Ustawienie według stopni

Na zbiórce ćwiczący ustawiają się w kolejności stopni. Wygląda to hierarchicznie i po części takie jest, ale funkcja jest głównie porządkowa: prowadzący wie, kto gdzie stoi, może kierować ćwiczenie do właściwej części sali i szybko dobrać pary.

Dla dziecka ma to jeszcze jedno znaczenie. Widzi, gdzie jest, i widzi, że miejsce zmienia się przez zdanie egzaminu, a nie przez sympatię prowadzącego. Zasady są jawne i takie same dla wszystkich.

Zwroty i formy

Sensei — nauczyciel; zwrot używany wobec prowadzącego zajęcia. Sempai — starszy stażem ćwiczący, często pomagający młodszym.

W wielu klubach obowiązuje też forma potwierdzania polecenia głosem. Nie chodzi o musztrę, tylko o to, żeby prowadzący wiedział, że komenda dotarła do wszystkich — na sali, na której ćwiczy kilkadziesiąt osób, to informacja praktyczna.

→ Słowniczek: co znaczą słowa, które usłyszysz na sali

Zasady, o których nikt nie mówi wprost

Kilka rzeczy, które warto wiedzieć przed pierwszymi zajęciami, żeby uniknąć niezręczności.

Krótkie paznokcie. U rąk i u stóp. To zasada bezpieczeństwa partnera, egzekwowana konsekwentnie w większości klubów.

Bez biżuterii. Łańcuszki, kolczyki, zegarki i pierścionki zostają w torbie. Ryzyko dotyczy zarówno noszącego, jak i partnera.

Punktualność. Spóźnienie oznacza w wielu klubach osobną formę wejścia na salę — zwykle ukłon i poczekanie na gest prowadzącego, zamiast dołączenia w środku ćwiczenia.

Higiena stroju. Karategi pierze się po każdym treningu. Brzmi oczywiście, dopiero gdy się to napisze.

Wyjście z sali w trakcie — zawsze za wiedzą prowadzącego. Dotyczy to także wyjścia po wodę.

Skąd te formy się wzięły

Etykieta karate nie jest ozdobą doklejoną do sportu — jest starsza od sportowej formy tej dyscypliny. Wywodzi się z japońskiej tradycji budo, czyli drogi sztuk walki, w której sposób zachowania jest częścią nauki, a nie jej oprawą.

Założenie stojące za tą tradycją da się streścić jednym zdaniem: kto uczy się skutecznie uderzać, musi jednocześnie uczyć się, kiedy tego nie robić. Formy — ukłon, ustalona kolejność, zwracanie się do partnera — są codziennym przypomnieniem tej drugiej części.

W wielu klubach na ścianie wisi zbiór zasad postępowania, recytowany albo czytany na koniec zajęć. Brzmi archaicznie, dopóki nie zauważy się, że mówi rzeczy zupełnie zwyczajne: o rzetelności, powściągliwości i pracy nad sobą.

Czego etykieta nie oznacza

Warto to powiedzieć wprost, bo obawy rodziców w tej sprawie bywają realne i rzadko wypowiadane.

Nie jest elementem religijnym. Ukłon w tej tradycji jest formą pozdrowienia i szacunku, odpowiednikiem podania ręki, a nie aktem kultu.

Nie jest musztrą. Prowadzący nie jest przełożonym, a dziecko nie ćwiczy posłuszeństwa dla samego posłuszeństwa. Zasady dotyczą sposobu pracy na sali, nie relacji poza nią.

Nie jest bezwzględna. Nowa osoba, która czegoś nie wie, nie robi nic złego. Formy poznaje się w tempie, w jakim się pojawiają, i nikt nie oczekuje ich znajomości od pierwszego dnia.

Co z tego zostaje dziecku

Ta część bywa traktowana jak ozdobnik w opisach klubów, a jest jedną z niewielu rzeczy, które przenoszą się poza salę w sposób widoczny dla rodzica.

Zasady są jawne, jednakowe dla wszystkich i egzekwowane bez podnoszenia głosu. Dla części dzieci dojo jest pierwszym miejscem poza domem, w którym tak to działa — i to bywa ważniejsze od samej techniki.

Ukłon wobec partnera przed i po ćwiczeniu jest ćwiczeniem uwagi na drugą osobę: zanim zaczniesz, spójrz na kogoś, z kim to robisz.

A rodzic na sali

Jeśli zostajesz popatrzeć, obowiązują dwie rzeczy: buty zostają poza matą i rozmowy poza salą. Poza tym nikt nie oczekuje od gościa znajomości form — ukłon przy wejściu jest mile widziany, ale nikt nie zwróci uwagi, jeśli go zabraknie.