Skąd wzięło się karate tradycyjne. Od Funakoshiego do Nishiyamy
Karate tradycyjne nie jest najstarszą odmianą karate, choć nazwa to sugeruje. Jako osobny nurt zostało uporządkowane w latach siedemdziesiątych XX wieku — później niż niejedna federacja…
Karate tradycyjne nie jest najstarszą odmianą karate, choć nazwa to sugeruje. Jako osobny nurt zostało uporządkowane w latach siedemdziesiątych XX wieku — później niż niejedna federacja sportowa. Słowo „tradycyjne" odnosi się do zasad, według których ocenia się technikę, a nie do wieku organizacji.
Ta strona pokazuje drogę, którą ten nurt powstał: od nauczyciela z Okinawy, przez Tokio, po podział, który trwa do dziś.
Okinawa: sztuka spoza oficjalnego obiegu
Karate powstało na Okinawie — wyspie, która przez wieki była osobnym królestwem, utrzymującym bliskie kontakty z Chinami. Miejscowe metody walki bez broni rozwijały się tam w dużej mierze poza oficjalnym obiegiem, przekazywane w wąskich kręgach uczniów.
Ślad po chińskich wpływach został w samej nazwie. Pierwotnie zapisywano ją znakiem czytanym jako „chińska ręka"; dopiero w XX wieku zmieniono zapis na „pusta ręka" — ten sam dźwięk, inny znak i inne znaczenie.
Funakoshi: karate wchodzi do Japonii
Gichin Funakoshi (1868–1957) był nauczycielem z Okinawy, który w latach dwudziestych XX wieku zaczął pokazywać karate w Tokio. To od jego działalności zaczyna się karate w formie, w jakiej znamy je dziś: nauczane publicznie, w salach, z uporządkowanym programem.
Funakoshi podpisywał wiersze pseudonimem Shoto. Salę, w której uczył, uczniowie nazywali „domem Shoto" — po japońsku shotokan. Nazwa przylgnęła do jego sposobu nauczania, choć on sam jej nie używał.
Karate w wydaniu Funakoshiego było przede wszystkim drogą rozwoju, nie sportem. Rywalizacja w formie zawodów pojawiła się później i to właśnie wokół niej powstał spór, który doprowadził do dzisiejszych podziałów.
Nishiyama: nurt z konkretnego sprzeciwu
Hidetaka Nishiyama (1928–2008) należał do pokolenia uczniów Funakoshiego, które przeniosło karate poza Japonię. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych pod koniec lat pięćdziesiątych i tam prowadził działalność przez resztę życia.
Jego zastrzeżenie wobec rozwijającej się rywalizacji sportowej było konkretne: premiowanie liczby trafień oddala karate od jego sensu, bo w realnym starciu nie sumuje się punktów. Jeśli technika ma kończyć starcie, to właśnie ta jedna technika powinna być przedmiotem oceny.
W 1974 roku powołał międzynarodową federację karate tradycyjnego, której zadaniem było utrzymanie tej zasady jako podstawy oceniania.
Co dokładnie zostało „zachowane"
Nazwa nurtu bywa rozumiana jako deklaracja wierności dawnym metodom treningu. To nieporozumienie. Zachowana została zasada oceny, nie zestaw ćwiczeń:
- technika ma być wykonana tak, że rozstrzygnęłaby starcie — z właściwym dystansem, postawą i kontrolą;
- kontrola jest warunkiem uznania techniki, a nie ustępstwem na rzecz bezpieczeństwa;
- kata jest równorzędną konkurencją, a nie wprawką przed walką.
Wszystko poza tym — metodyka, przygotowanie motoryczne, praca z dziećmi — rozwija się w tym nurcie tak samo jak w każdym innym sporcie.
Dlaczego to nie jest spór o wpływy
Podziały w karate łatwo pomylić z tym, co znamy z innych dyscyplin: rywalizacją organizacji o zawodników i pieniądze. Tu jest inaczej i warto to powiedzieć wprost.
Spór dotyczy pytania, na które nie ma łatwej odpowiedzi: jak sprawdzić, czy technika działa, nie robiąc partnerowi krzywdy. Każda formuła sportowa jest kompromisem — nurt tradycyjny postawił granicę przy kontroli, formuły sportowe przy sumowaniu punktów, kyokushin przy pełnym kontakcie z wyłączeniem ciosów w głowę.
Wszystkie trzy odpowiedzi mają swoje słabe miejsca i wszystkie trzy są krytykowane od dziesięcioleci. Żadna nie jest udawaniem karate.
Jak karate trafiło do Polski
Pierwsze sekcje karate zaczęły powstawać w Polsce w latach siedemdziesiątych XX wieku, w czasach, gdy dostęp do zagranicznych nauczycieli był ograniczony, a wiedza przychodziła okrężnymi drogami: przez wyjazdy pojedynczych osób, przez publikacje, przez seminaria organizowane rzadko i traktowane jak wydarzenia.
Ten sposób powstawania zostawił ślad, który widać do dziś. Polskie kluby karate mają zwykle bardzo konkretną linię nauczania — dającą się prześledzić od nauczyciela do nauczyciela, często aż do Japonii. Pytanie „u kogo uczył się prowadzący" nie jest w tym środowisku pytaniem niegrzecznym; jest naturalne.
Trzy nazwiska, które warto kojarzyć
Gichin Funakoshi (1868–1957) — nauczyciel z Okinawy, który przeniósł karate do Japonii. Od jego pseudonimu pochodzi nazwa stylu shotokan.
Hidetaka Nishiyama (1928–2008) — uczeń Funakoshiego, twórca nurtu karate tradycyjnego i założyciel jego międzynarodowej federacji w 1974 roku.
Masutatsu Oyama (1923–1994) — twórca kyokushin, czyli odpowiedzi przeciwnej: sprawdzania skuteczności przez pełny kontakt.
Trzy nazwiska i trzy różne odpowiedzi na to samo pytanie. Cała reszta podziałów w karate jest w gruncie rzeczy rozwinięciem tych trzech.
Czego ta strona nie rozstrzyga
Nie rozstrzyga, który nurt jest bliższy „prawdziwemu" karate — bo to jest spór, w którym każda strona ma argumenty, a klub opisujący go na własnej stronie z definicji nie jest bezstronny.
Rozstrzyga natomiast jedno: podziały wzięły się z pytania merytorycznego, nie z podziału wpływów. To wystarczy, żeby przestać czytać skróty przy nazwach klubów jak alfabet bez znaczenia.
Co z tego jest ważne dla rodzica
Prawie nic — i to jest uczciwa odpowiedź. Historia nurtu nie pomaga wybrać klubu dla siedmiolatka.
Jedna rzecz jednak pomaga: wiedza, że „tradycyjne" nie znaczy „staroświeckie". Klub pracujący w tym nurcie korzysta ze współczesnej wiedzy o treningu tak samo jak każdy inny. Różni go to, za co przyznaje się punkt na zawodach — a nie to, czy dzieci mają na sali ciekawie.